piątek, 21 sierpnia 2009

Kiedyś rzeźbiłam







Wertując moje fotki w kompie natknęłam sie na moją pracę dyplomową ze średniej szkoły.
Oj były to czasy...Jest to kopia nagrobka Mikołaja Firleja,którą możecie zobaczyć na wystawie stałej w Janowcu na zamku.Tylko w muzeum przemalowano ją na jednolity kolor razem z innymi nagrobkami.


Od początku miałam pecha.Rzeźbiłam ją w glinie jak każdy,masę tego cennego towaru przyczepiało się do konstrukcji z desek,którą miałam opartą o ścianę w pracowni.Po pracy przykrywało się folią ,żeby nie wyschła glina za szybko.


Co jakiś czas moczyło się rzeźbę,nakładało na nią mokre szmaty.Ja coś nierównomiernie to zrobiłam i kiedy miałam już sporą część wyrzeźbioną(jakieś 2 miesiące roboty),zaczęłam moczyć mocniej bo mi podeschła za bardzo.



I w pewnym momencie,moja rzeźbka osunęła się na podłogę i rozpadła.....pamiętam do dziś,że prawie się popłakałam,bo cała robota w plecy,jak ja teraz się wyrobię do obrony...Wszyscy już w połowie roboty,a ja wszystko od początku.....
Pozbierałam co się dało i musiałam dalej rzeźbić na leżąco tzn.mój Mikołaj ,cała konstrukcja na której był, została położona na ławce i jakiś krzesłach.Więc ja nie miałam już żadnego odejścia i oceny całości,wdrapywałam się więc na jakieś stoły i patrzyłam na niego z góry czy zachowuje jakieś proporcje.



I tak co jakiś czas ,przez pół roku....Pozycja potwornie niewygodna,ale nie dało się inaczej.
Udało się wyrzeźbić cały nagrobek w glinie,narzuciłam tempo niesamowite,siedziałam po nocach w szkole i spałam w śpiworze na zapylonej od gliny podłodze.Budziły mnie ranne śpiewy ptaków ,jakiś napój w słoiku i dalej do roboty.Potem szybkie mycie,przebieranie ,wypad na lekcje i po południu to samo.
W tych trudnych chwilach był ze mną mój obecny M,wtedy dopiero się za mną uganiał.Nie wiem jak bym bez niego dała radę,przynosił mi frytki w słoikach i inne cuda.Rozrabiał gips w misce do odlewu mojego jednak sporych rozmiarów nagrobka.Więc parę misek,trzeba było zużyć.
Dobra, zalane gipsem,wszystko super,czekamy aż wyschnie.I kolejna żmudna robota :wyjmowanie gliny spod gipsu.Trochę to smutne,bo dłubiesz w tej glinie tyle,po to tylko żeby ją później usunąć.



U mnie kolejny problem,wszyscy profesorowie stanęli nad Mikołajem i debatują jak tu glinę usunąć ,spod tak wielkiej rzeźby i to jeszcze leżącej sobie na krzesłach jak nigdy dotąd.Skąd zacząć?Więc postanowili od brzegów,choć ja stanowczo twierdziłam,że lepiej ze środka.No ale profesor lepiej wie...Wgramoliłam się pod rzeźbę,ciemno jak w piwnicy i dłubię.Wydłubałam z jednej strony i z drugiej a środek został i ......co się stało.....rzeźbka zapadła się w środku ,gips połamał się na kilkadziesiąt kawałków...

O Boże...już nawet nie pamiętam swojej rozpaczy tylko krzywe uśmiechy profesorów i słowa pocieszenia:nie martw się ,takie przypadki zwykle kończą się 6 na obronie.
Cudem udało mi się posklejać wszystkie kawałki,układanie puzli dosłownie,potem jeszcze odlew w sztucznym kamieniu ,wycinanie kawałków siatki i wciskanie w model,szlifowanie i szorowanie kamienia śmiedzącym specyfikiem do muszli,żeby zmyć kolor czerwonej gliny ....
Niesamowicie dużo roboty,wszystko po zajęciach do tego jeszcze napisanie pracy i nauka do matury.Nie wiem jak udało się to zrobić ,ale udało się ,obroniłam się na 6 i miałam ogromną satysfakcję....Muszę się wybrać jeszcze do Janowca i zobaczyć ,powspominać...To były czasy..
Chętnie bym porzeźbiła,ale gliny w takich ilościach nie posiadam.

Blog będę traktować jak archiwum ,bo gubię się już w setkach zdjęć,które zapychają mój komputer.

2 komentarze:

jaga pisze...

witaj!
Bardzo trudno zrobić odlew takiej dużej postaci, znam to.
Ja na dyplomie robiłam popiersie Oskara Kolberga i medaliony Rok polski w obrzędach.Bardzo nie leżał mi ten temat,,ale cóż takie było zamówienie.
Gdzie chodziłaś do szkoły,może w Nałęczowie?

gosiulaart pisze...

Tak,tak Jaga,ja też na zamówienie robiłam,zupełnie nie moje klimaty.Niestety nie chodziłam w Nałęczowie do szkoły,tylko w Radomiu dane mi było.Ale byłam w tamtej szkole i żałuję ,że nie mogłam tam się uczyć bo mają fajne kierunki do wyboru.