Ostatnio bardzo rzadkim jestem gościem na blogu.Ale składa się na to wiele spraw ,zakończenie pewnego etapu i rozpoczęcie nowego.Kilka dni byłam totalnie wyprowadzona z równowagi,ponieważ ktoś bliski oskarżył mnie o nieuczciwość i o to, że liczę na jego pieniądze.To mnie tak zbulwersowało,że nie byłam w stanie spać i funkcjonować przez kilka dni.To jest ostatnia rzecz jaka mogłaby mi przyjść do głowy,dlatego to oskarżenie było dla mnie niepojęte.Do tego, to ja wyciągałam pieniądze z własnej kieszeni dokładając do wszystkiego i nie prosiłam o zwrot części. Nie mieści mi się to w głowie jak mogłam zostać tak potraktowana ,biorąc pod uwagę fakt że 10miesięcy pracowałam sama jak wół.
No, ale człowiek jest i będzie naiwny,trudno.Pogodziłam się z tym i chcę mieć za sobą ten etap i nie wracać.
Bogaty zawsze będzie na ciebie patrzył z góry i myślał innymi kategoriami.
Muszę zrobić małą przerwę od firmy i wszystkiego co się z nią wiąże . Postanowiłam wrócić do malowania ściennego.Mam nie lada wyzwanie u przyjaciółki .Na ścianie zaczęłam malować dla niej obraz Kossaka,kopię akwareli którą widać powyżej.Jak tylko zrobię fotki pokażę etapy malowidła.Jestem w połowie,obraz ma ponad 2 m,jest bardziej pracochłonny niż myślałam.Właściwie to będzie moja pierwsza tak realistyczna i szczegółowa praca na tynku.Głównie malowałam dziecięce motywy albo niebo na sufitach w różnych wariacjach :) Trzymajcie kciuki,mam nadzieję że podołam.
Domek jest urządzany w takim sielskim klimacie ,stare meble dębowe ,zegary , starocie ,świeczniki,lichtarze itp. Będzie to niespodzianka dla męża koleżanki ,którego obecnie nie ma,a bardzo mu się ten obraz podobał.Przyjaciółka tymczasem telefonicznie oznajmiła mu ,że obraz jest zupełnie inny Alfonsa Muchy ,jedna z kobitek. Ciekawe jesteśmy jego reakcji po powrocie do domu.
A u siebie w domku zaczęłam synkowi malować jego ulubione sowy na ścianie.Męczył mnie już długo ,więc działam.Ale opóźnia się wszystko ,bo albo dzieci chore,albo dni wolne.A razem z nimi w domu malowanie odpada.
To taki wstęp,jeszcze trochę pracy przede mną.
Pokorciło mnie by spróbować dekupażu metodą na żelazko.Wzięłam pierwszy lepszy przepis z netu i do dzieła. Wyszło całkiem nieźle,choć jeszcze trochę mi brakuje do doskonałości.Na początku położyłam za grubo kleju i wyszły mi smugi,myślałam że pod żelazkiem znikną ,ale zostały.Więc teraz wiem,że trzeba ten klej ładnie rozprowadzić na powierzchni.Po przyklejeniu serwetki popełniłam kolejny błąd kładąc od razu lakier,trzeba jednak pociągnąć klejem wcześniej i poczekać aż wyschnie.
Pudełka znalazły już właścicieli ,a teraz robię następne już z większym doświadczeniem i innym pomysłem na nie.
Bardzo mi się to żelazko spodobało,bo wreszcie mogę położyć większy motyw bez zmarszczeń :)
Szycie musiałam odłożyć,ponieważ materiał mi się skończył,a żeby wyrwać się z tej wsi do sklepu to nie lada wyczyn.
A zmieniając temat robótkowy ,czekają mnie większe teraz problemy w związku z moim starszym synkiem u którego jest podejrzenie zespołu Aspergera.
Jest problem ze zrobieniem diagnozy i nie wiem co będzie.Prywatnie kupę kasy i do tego jak dla mnie nie adekwatnie do czasu obserwacji dziecka.Państwowo lepiej to wygląda o dziwo,ale czas oczekiwania to rok!!
My nie możemy czekać,bo za rok 1 klasa.
Niewiele wiem i zaczyna mnie to przerastać ,bo sama sobie nie poradzę.
Pozdrawiam was wszystkich i mam nadzieję ,że będę mogła niedługo uszyć nowe lale,bo mi do nich tęskno.
